|
BLOG
26 września 2011, 16:10
Zmutowane media albo mutacje dziennikarzy
Ostatni dni to szok dla każdego normalnego człowieka, który ma nadzieję, że media powstały po to, by informować społeczeństwo o najważniejszych sprawach.
Przed kancelarią premiera próbował spalić się człowiek, który zarzucał rządowi brak reakcji na jego skargi o korupcję w urzędzie skarbowym, w którym pracował. Mężczyzna, który dokonał samopodpalenia, jest jedną z tych osób, które odbijają się od kolejnych urzędów i sądów, przez co mają poczucie kompletnego osamotnienia i osaczenia jednocześnie. Pamiętacie Państwo okrutną historię porwania K. Olewnika i hańbę tamtego śledztwa? Czy pamiętający ją premier Tusk nie powinien się zobowiązać do przeprowadzenia dochodzenia, czy ofiara samopodpalenia nie została przez urzędników potraktowana tak, jak swego czasu rodzina Krzysztofa Olewnika? Wtedy też zapewniano, że wszystkie kontrole były OK. Czy media rzuciły się na wyniki kontroli w tym urzędzie, dopytały min. Piterę, sprawdziły fakty z listu niedoszłego samobójcy i rozłożyły jego wiarygodność na czynniki pierwsze? Gdyby nie powaga tej sprawy, można by moje pytania potraktować jak niezły żart. Wszyscy wiemy co się stało – prezydent Komorowski i premier Tusk co rusz pochylali się nad tą sprawą, ale innych wezwali do nieporuszania tematu w kampanii wyborczej. Większość mediów potulnie nie opublikowała nawet listu poszkodowanego do premiera, ktoś rzucił hasło, że to przez komornika (czy nie tak samo wytłumaczono samobójstwo Leppera?!), mężczyznę szybko nazwano desperatem i zapomniano o nim tak szybko, jak o sprawcy jedynego mordu politycznego we współczesnej Polsce, Ryszardzie C. Wracają czasy sprzed afery Rywina, o której media wiedziały, ale nikt o tym nie pisał, bo... „gospodarzem tematu” była gazeta Michnika! Wracają czasy, które po latach opisywane będą jako czasy hańby i wstydu dziennikarstwa, samospalenia dociekliwości i samonakładania sobie knebla. Czas hańby Czas hańby mediów zaczął się według mnie od „niewidzialnej” afery Rywina, trwał poprzez agresywną nagonkę medialną na rządy Jarosława Kaczyńskiego, niewybredne ataki na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a później przestawianie wraz z rządem wajchy w aferze hazardowej. W finale tego czasu pogardy dla prawdy tkwi kapitulanctwo mediów wobec katastrofy Smoleńskiej i odwracanie głowy od sprawy zastrzelenia członka PiSu. Sprawa reakcji na próbę samospalenia człowieka to ostatni żałosny akcent, czubek góry lodowej, góry lenistwa, sprzeniewierzania misji zawodowej, często zwyczajnie kłamstwa.Ja dorzucę do tych historii upadku mediów w III RP swój kamyczek. Rok temu wystąpiłem do sądu po artykule Jerzego Sawki, redaktora naczelnego dolnośląskiej mutacji GWyborczej. Artykuł tegoż naczelnego (naczelny kiedyś wyznaczał pewne standardy...) na razie przez Radę Etyki Mediów został oceniony dyskwalifikująco. Wytknięto mu grzechy nieobiektywizmu, mijania się z prawdą, tendencyjności, czyli wszystko to, co hańbi rzetelne dziennikarstwo. Sprawa przed sądem jest w toku. Na razie za swój sukces uważam fakt, że Sawka zajął się pisaniem o rzeczach, na których się zna, czyli o koniach. Cyngle i pałkarze Dziennikarze polityczni Wyborczej nazywani są w mediach cynglami. Dostają zlecenie na temat lub osobę i walą słowami jak z pepeszy. W wydaniu krajowym GW „mokrą dziennikarską robotę” zleca się gwiazdom niejasnego pisania o jasnych sprawach, ale na lokalnym podwórku trudno o taką gwiazdę. Tutaj opłaca się pałkarzy, których horyzonty myślowe wyznacza jedynie długość bejsbolowego kija, jakim wymachują. Czyli takich prowincjonalnych cyngielków, którzy aż pocą się na myśl, że któregoś dnia trafią do krajowego wydania i wtedy wszystkim pokażą, co potrafią.Kolejny atak na mnie przypuścił jeden z takich cyngielków. Artykuł W. Szymańskiego – np. „Nieformalna koalicja, czyli z kim po władzę idzie PiS” w mutacji dolnośląskiej GW jest przykładem tendencyjnej pisaniny, celowym oszustwem intelektualnym lub po prostu dowodem ograniczonych zdolności myślenia logicznego. Szymański, nieodrodny syn dziennikarzy pouczających Polaków w stanie wojennym z łamów gadzinowej Gazety Robotniczej, przypomina swoją pisaniną najlepsze szkoły ataków na opozycję.Tłumaczymy zawileOto więc pisze Szymański: „Przemawiający [w 72. rocznicę napaści ZSRR na Polskę] kandydat PiS do Sejmu, niby tylko mimochodem rzucił, że z historii należy wyciągać wnioski. Przesłanie jest czytelne. Sowieci to wciąż największe zagrożenie dla niepodległości Polski.” Hm, wszyscy wiedzą, że największym zagrożeniem dla suwerenności Polski jest oczywiście Dania, która od wieków sprawia nam problemy. Cała reszta, zwłaszcza Rosja, nas kocha za Wajdę, Olbrychskiego i Gazetę Wyborczą. Trzeba wyobraźni frustrata, żeby ze sformułowania „z historii wyciągać wnioski” wysnuć jakieś brednie o Sowietach. Szymański wali też bejsbolem w Grzegorza Brauna, reżysera filmów dokumentalnych, którego film „Defilada zwycięzców” prezentowano (bez obecności autora, zresztą) w „Namiocie spotkań i dyskusji o Polsce” na placu Solnym. „Zaciekły lustrator Lecha Wałęsy, ostatnio zasłynął tym, że arcybiskupa Życińskiego nazwał kłamcą, a PiS, oddając mu trybunę, autoryzuje jego oszczerstwa”. W sprawie TW „Bolka” i TW „Filozofa” naukowcy z IPN mają swoje zdanie, Braun ma swoje, ale ich poglądy podparte są jakąś wiedzą i kwerendą w archiwach. Politycznemu pałkarzowi wystarczy zadekretowany odgórnie pogląd – Braun jest zaciekły. To wystarczy, by nawet z prezentacji filmu „Defilada zwycięzców” w rocznicę 17 września 1939 roku trzeba był się tłumaczyć! Nie mogło się też obejść bez dyżurnych tematów Szymańskiego: pseudokibiców, rasizmu, antysemityzmu, faszyzmu i ciemnogrodu. I tu zdziwienie - Szymański nie twierdzi, nie jestem bezpośrednio za to wszystko odpowiedzialny, choć już pośrednio może być coś na rzeczy. Dyżurny pałkarz bowiem pisze: „Nie słyszałem, by Jackiewicz protestował, gdy kilka tygodni temu na meczu z Widzewem wznosili oni haniebne antysemickie hasła.” Rzecz jasna, gdybym protestował, to by nie wznosili, bo przecież, jako cappo di tutti cappi wszystkich subkultur mogę to załatwić. Ja natomiast nie słyszałem protestów Szymańskiego, gdy po trwających lata seansach nienawiści, zamordowano działacza PiS. Czy to znaczy, że Szymański jest za to odpowiedzialny? No, chyba nie. Czy dzisiejsze seanse nienawiści z mutacji GW autorstwa Szymańskiego przejdą bez echa? Czy jego słowa: „Biorąc to pod uwagę, prawdziwym zagrożeniem dla demokracji są jego obecne alianse z kibolami-rasistami, faszyzującym NOP i fanatycznymi wyznawcami teorii spiskowych Grzegorza Brauna” nie zachęcą jakiegoś obrońcy demokracji do zatrzymania tego wydumanego zagrożenia? Czy nie tak podżegano wielokrotnie do pogromów – wskazując grupy zagrażające demokracji, czy stabilności państwa? Kłopoty z logiką Strach miesza się podczas czytania podobnych tekstów z rozbawieniem. Teksty tego autora są do siebie dziwnie podobne, pisane jak od sztancy. Użycie słów-kluczy: nienawiść, kibole, zagrożenie, faszyzm, rasizm, szowinizm nie różni się od średniej krajowej, bo wydaje się być twórczym wcieleniem opowieści narzuconych z centrali. Logika jest zawsze ta sama; „góra” w Warszawie narzuca tonację narracji i hasło (np. Seweryn Blumsztajn pisząc „Wzbiera brunatna fala”) a mutacje, z lepszym lub gorszym, efektem je podejmują. Że u nas zawsze z gorszym, to nasz pech – Szymański jaki jest, każdy widzi. Znając zwyczaje GWmutacji dolnośląskiej, nie liczę na sprostowanie tego artykułu, wielokorotnie mi ich odmawiano. Niektóre myśli Szymańskiego nawet trudno prostować, trudno też zrozumieć. Weźmy choćby definicję patriotyzmu, którą daje Szymański: „Patriotyzm spod znaku NOP niewiele różni się od tego kibolskiego. Polega na szerzeniu nienawiści wobec ludzi o innych poglądach, preferencjach seksualnych, innym kolorze skóry.” Pomysł, żeby patriotyzm wiązać z preferencjami seksualnym mógł się zrodzić tylko w wyjątkowo chorej wyobraźni. Redaktor mutacji Wyborczej ma kłopoty z logicznym powiązaniem kilku frazesów z Warszawy, bo nawet cyngle ze stolicy nie mylą problemów płciowych z miłością Ojczyzny. Zmutowani, zapomniani Wiele lat media śmiały się z prezydenta Kaczyńskiego i prezesa PiS. Na łamach mutacji dolnośląskiej GW niemiecki felietonista rzucił „żart posmoleński”, żeby imieniem Lecha Kaczyńskiego nazwać lotnisko we Wrocławiu, a o postulatach nazwania imieniem Ś.P. Zmarłych placów i ulic pisano w mutacji „terror smoleński”. Redaktorom odpowiedzialnym za te haniebne teksty serdecznie współczuję, bo wiem, co ich za to spotka. Takie samo milczenie historii, jakie spotyka dziś redaktorów gadzinówek ze stanu wojennego, paszkwilantów. Nikt was nie zapamięta. Zmienimy prawo prasowe Polska potrzebuje nowoczesnego prawa prasowego. Rząd utworzony przez PiS przygotuje projekt odpowiedniej ustawy. Uporządkowania i weryfikacji wymaga system wzajemnych praw i obowiązków redakcji, osób korzystających z wolności wypowiedzi za pośrednictwem mediów oraz osób, których dobra osobiste są naruszanie wskutek nadużycia tej wolności. Osoba, której bezpośrednio dotyczy opublikowany materiał, powinna mieć prawo żądania niezwłocznego bezpłatnego opublikowania odpowiedzi odnoszącej się do faktów podanych w tym materiale lub do zawartych w nim ocen; rolą ustawy jest precyzyjne uregulowanie warunków korzystania z tego prawa. Powinny się skończyć praktyki mediów oczerniania polityków i zwykłych ludzi i piętrzenia potem problemów przed sprostowaniem.Obowiązujące prawo prasowe pochodzi z roku 1984 i, mimo wielokrotnych nowelizacji, nie jest dostosowane do potrzeb związanych ze współczesnymi zjawiskami na rynku medialnym, takimi jak polityczny pluralizm i prywatny charakter wielu mediów. KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
Poseł na Sejm RP.
Wiceprzewodniczący Komisji Skarbu Państwa. ARCHIWUM BLOGA
POLECAM
KOMENTOWANE
CZYTANE
Plac Kaczyńskiego (41) Jeszcze tu wrócę (6) KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |